"Dobij mnie Europo" Adama Bednarczyka

Dyskusje dotyczące źródeł informacji związanych z tematyką forum.

"Dobij mnie Europo" Adama Bednarczyka

Postprzez Tromp » 19 mar 2015, o 20:37

Hej!
Gdy niespełna tydzień temu do moich rąk trafiła niewielka paczka zawierająca trzy książki, nie wiedziałem jeszcze, po którą sięgnę najpierw. Gdy rozpakowałem pakunek, wybór stał się dla mnie oczywisty - "Dobij mnie Europo" A. Bednarczyka, wydaną w ramach serii "Kondotierzy". Przekonał mnie do takiego a nie innego wyboru niewielki druczek, zapisany na okładce pod nazwiskiem autora, głoszący, że oto trzymam w ręku "wspomnienia z wojny bałkańskiej". Autor spędził dziewięć miesięcy na tej nieludzkiej, wydawałoby się, ziemi, w samym oku cyklonu. I nie bez powodu o oku cyklonu piszę - bryzgająca z ran krew i przekleństwa przeplatają się z szarością dnia codziennego, śmiechem, uczuciami...
Autora poznajemy tuż przed wojną, na granicy węgiersko - chorwackiej, gdy pełen ciekawości wybiera się na drugą stronę. Opuszcza ostatecznie bezpieczny świat pokoju, zapuszczając się w nieznane. Tuż po przekroczeniu bariery, która dzieliła obydwie rzeczywistości, zaczyna Bednarczyk "macać" swoje nowe otoczenie. Poznaje pierwszego najemnika, których bardzo wielu stanie na jego drodze. Ale czy można najemnikiem nazwać człowieka, który ryzykuje życiem za paręset marek miesięcznie? Czy na froncie można znaleźć sens życia? Czy można walczyć dla szczerej idei? Odpowiedzi na te pytania Autor udziela na kartach swojej opowieści. Opowieści z frontu, o tym, co przeżył.
A co przeżył i co widział? Jak się domyślacie - bardzo, bardzo dużo. Obracał się pośród ludzi z całej Europy w tej miniaturce naszego kontynentu, jak widzieli trupa Jugosławii tubylcy. Poznał starego Pepcę, ustasza, niezawodnego kompana, pijaka i wodza lokalnych pomocników "milicji". Spotkał na swej drodze piękną Vesnę, w której ramionach znajdował ukojenie i która miała z nim zostać już na zawsze, choć nigdy później się nie spotkali. Ujrzał życie codzienne w Bośni, żył między ludźmi, dla których matką była rakija, a ojcem karabinek AK. Chodził między minami, które mogły go pozbawić równie dobrze życia, co uczynić kaleką po kres jego dni. Kule, pełniące rolę nożyc mitologicznych sióstr Mojr, był taką samą codziennością, jak pijaństwo w nielicznych lokalach czy sobotnie potańcówki. To, co działo się wokół niego, spowodowało zżycie się z nowym środowiskiem, coś, co chyba niewielu da radę pojąć w pełni. Wszystko to z pewnością wryło się w jego pamięć, w jaźń, z delikatnością buldożera. A wszystko to ze świadomością, że ONZ jest w najlepszym razem biernym obserwatorem, zaś oficerowie "sił pokojowych" często jadą na Bałkany nie po to, by chronić miejscowych, ale by robić lewe interesy, lub wręcz niemal jawnie wspierać jedną ze stron...
Książka napisana jest chronologicznie, od początku wyprawy (pierwotnie przecież ledwie kilkutygodniowej...) aż po sam jej koniec. Otrzymujemy również krótki wstęp i posłowie, jak też dość obszerny komentarz dra. inż. M. Zimnego, który jest również majorem rezerwy. Dużym atutem jest wkładka z barwnymi fotografiami oraz czarno - białe zdjęcia, zamieszczone w tekście. Poraża realizm, ale nienachalny. Nie ma moim zdaniem nadmiaru flaków, krwi, ofiar, alkoholu, przemocy, seksu... Całość jest stonowana. Może nawet za bardzo? Kto wie, czy nie jest to efekt blokady, o której Bednarczyk wspomina w "Posłowiu".
Reasumując - o ile nie razi Czytelnika jednostronna narracja (choć, o dziwo, bez własnych zbędnych komentarzy, przez co rzecz nie jest aż tak jednoznaczna), warto sięgnąć po wspomnienia z tak mało znanej u nas wojny, która przecież toczyła się tak blisko i tak niedawno...
Avatar użytkownika
Tromp
Moderator
Moderator
 
Posty: 3711
Dołączył(a): 21 mar 2014, o 21:56

Powrót do Internet, literatura, prasa, film

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość