„13 zabójców” Takashi Miike - kino samurajskie w hardcorowy

Dyskusje dotyczące źródeł informacji związanych z tematyką forum.

„13 zabójców” Takashi Miike - kino samurajskie w hardcorowy

Postprzez jabu » 13 kwi 2011, o 19:22

„13 zabójców” Takashi Miike - kino samurajskie w hardcorowym wydaniu

Dwóch zbryzganych od stóp do głów krwią facetów stojących samotnie wśród stosu trupów, gdzie ręce i nogi walają się na klepisku jak lalki Barbie w sklepie zabawkarskim po inwazji niegrzecznych maluchów...
To nie „300” Franka Millera. To nawet nie obraz Tarantino. To finałowa scena będąca kwintesencją wizji filmu samurajskiego w reżyserii Miike Takashiego.
„13 zabójców”, bo o nim mowa wywołał we mnie mieszane uczucia.
Obrazek
Lubię tzw. kino samurajskie. Regularnie wracam do ulubionych filmów z tego klimatu odświeżając sobie nieśmiertelnych już „Siedmiu samurajów”, czy mrocznego „Rashomona”. Przerysowane, lecz wciągające „Yojimbo”. „Zatoichi” Kitano stanowiący mieszankę parodii i „cepeliowskiego plastiku”, ale trzymający swój niepowtarzalny klimat. „Goyokin” Hideyo Goshi, czy zwłaszcza rewelacyjne i przebijające w moim odczuciu wszystkie wymienione produkcje „Seppuku” Masaki Kobayashiego.
Dlatego po pierwszej zajawce „13..” czekałem na ten film, śledząc co jakiś czas kiedy to wreszcie będzie go można obejrzeć.
„13 zabójców” nie stanowi nowej wersji „Siedmiu samurajów” o czym miałem już okazję przeczytać w kilku postach zapodanych przez entuzjastów gatunku. Trzeba jednak przyznać, że czerpie z filmu mistrza Kurosawy zapożyczeń pełnymi garściami, o czym jeszcze za chwilę.
Film stanowi remake produkcji z 1963 r., której nie miałem dotąd przyjemności obejrzeć, nie wiem więc czy kopia zdołała przebić oryginał.
Obrazek
Fabuła opowiadanej historii jest prosta jak włos Mongoła:
zły... nie, to za słabo powiedziane... sadystycznie pokręcony do potęgi entej przybrany brat Sioguna – Naritsugu swoimi postępkami ściąga na siebie a przez to automatycznie i na całą grupę rządzącą, powszechne niezadowolenie grożące zarzewiem buntu. Siogun Ieyoshi nie mogąc się pozbyć kłopotliwego następcy w otwartej formie, zleca rozwiązanie problemu w zakulisowy sposób – drogą skrytobójstwa. Zadania podejmuje się jeden z „emerytowanych” samurajów, który zaczyna w tajemnicy organizować grupę zabójców. Mają oni z jednej strony wybawić z kłopotliwej sytuacji swego władcę, z drugiej zaś dokonać zemsty za morze krwi jakie już przelał bezkarny Naritsugu, któremu wciąż mało bólu i zniszczenia wokół siebie...
Scenariusz stanowi najsłabszą część filmu. Dialogi są takie, że nie ma co się w nie za specjalnie zagłębiać a kilka nic nie wnoszących scen można by spokojnie z ponad 2-godzinnego filmu usunąć. Bez szkody dla oglądającego a z pożytkiem dla całości. Fabuła jest naiwna i wręcz nieprawdziwa. Choć opowiada o rzeczywistym zdarzeniu, zmienia fakty na potrzeby X Muzy. Noritsugę istotnie w 1844 r. „usunięto”, jednak zrobili to protoplaści shinsengumi (noszący wówczas jeszcze inną nazwę). Rodzaj tajnej policji, czy raczej gwardii przybocznej sioguna, ale gwardii od tzw. „mokrej roboty” przy zastraszaniu, czy „uciszaniu” opozycji. Dokonali tego po cichu, jak głosi przekaz - szpilką do upinania koka, bez konieczności spektakularnego zakatrupienia setek ochroniarzy brata sioguna.
Reżyser „13 zabójców” poszedł inną drogą i nie można mieć o to do niego pretensji. W końcu to remake filmu „z mieczem samurajskim w tle” - swego rodzaju japoński western a nie dramat historyczny.
Oglądając ten obraz należy wyłączyć zdrowy rozsadek i nie wspomagać się trzeźwą analizą. Tomasz Raczek stwierdził kiedyś jednoznacznie:
„Ludzie nie chcą oglądać w kinie prawdy. Ludzie chodzą, aby obejrzeć nieprawdę. Coś zupełnie innego, niż prawdziwy świat, w którym się poruszają”.
Tym właśnie tropem podąża fabuła „13 zabójców”.
Obrazek
Fani filmu, których, jestem o tym przekonany, pojawi się wraz z pierwszymi projekcjami wierna rzesza nie będą analizować, czy to ma sens, że 13, nawet najsprawniejszych samurajów, wyselekcjonowanych na zasadzie „najlepsi z najlepszych” pokonuje 230 swoich odpowiedników z „konkurencyjnego” klanu (230 stoi w japońskim oryginale, który miałem szczęście oglądać). Nikt nie będzie się dopatrywał militarnych nieścisłości, czy wręcz zafałszowań dokonanych w filmie. Studiując historię samurajskich klanów znamy proporcje uzbrojenia w jakie z założenia powinna była być wyposażona każda grupa eskortująca w podróży takiego na przykład daimyō. Za czasów Tokugawów obowiązywał podczas podróży sztywny porządek i ceremonia. Również w uzbrojeniu. W połowie XIX straż Noritsugu posiadała by łuki i długą broń palną, oraz broń drzewcową, w proporcjach (co najmniej) ok. 1 : 4 względem tradycyjnie uzbrojonych samurajów. Tego w obrazie nie ma. Tylko samuraje z grupy „13 zabójców” redukują odpowiedników z przeciwnych barw klubowych masakrując część z nich za pomocą precyzyjnego ostrzału z łuków.
Nie ważnym jest, że w realiach połowy XIX-wiecznej Japonii było proporcjonalnie tyle samo, jeśli nie mniej, mistrzów fechtunku na broń białą niż równolegle w takiej na przykład carskiej Rosji, czy Imperium Brytyjskim. Wiem, trudno z naszej perspektywy w to zaakceptować, ale fakt, że ktoś chodził z przypasanymi do pasa dwoma mieczami nie znaczy jeszcze, że potrafił ich w praktyce używać. W tym czasie nastąpił w cesarstwie zanik sztuk walki na białą broń a samuraje zaczęli z konieczności coraz bardziej parać się czym innym. Historia dostarcza nam tego bezlitosne dowody choćby w postaci najsłynniejszej walki za rządów sioguna Iemochi, która przerodziła się w grupowy pojedynek na miecze z udziałem mającej przecież reputację zabijaków i tęgich rębaczy grupy shinsengumi wokół gospody w Ikedaya 8 lipca 1864 r.
Kult chłodnej stali zaczął się w Japonii odradzać, jakby nadrabiając czas – ze zdwojoną siłą, dopiero na przełomie lat 20. i 30. XX wieku.
Film „13 zabójców” fakt „zniewieścienia samurajów” w tych latach delikatnie nam zresztą w kilku scenach przemyca.
Obrazek
Jeśli widz szuka w filmie wiarygodności to jej raczej nie znajdzie. Obowiązuje tu ta sama stara zasada, co w klasycznym westernie, gdzie nieprzyjaciół musi być po prostu kupa a pozytywni bohaterowie, oczywiście w mniejszości, po prostu muszą być przeźroczyści.
Jeśli jednak szukacie w dziele Miike i Tengana emocji, akcji i podnoszących adrenalinę sekwencji walk – to je tam znajdziecie. Ściślej - na dobrą sprawę scena walki jest w filmie w sumie jedna, jeśli by zbagatelizować dwie zupełnie epizodyczne na początku i w środku obrazu. Jedna scena. Ale za to jaka! Ostatnie 40 minut to jedna wielka jatka jak w produkcjach Peckinpaha.
Obrazek
Nawiązań do „Siedmiu samurajów” znajdziemy sporo. Zamiast 7 jest ich 13, ale misję mają do wypełnienia relatywnie podobną. Okazuje się też, że i wśród nich kamufluje się, podobnie jak w dramacie Kurosawy fałszywy samurai. Walki także rozgrywają się w terenie „zurbanizowanym”, że pozwolę sobie na tak naciągane określenie wioski w Okada.
Prosty podział na dobrych i złych nie zmusza też widza do myślenia. Mamy tu wszystko podane niejako na talerzu. Motyw zemsty. Czarny charakter tak zły, że aż nierealny i groteskowy (w tej roli cyniczny Gorô Inagaki). Dumę, honor i przywiązanie do wypełnienia obowiązku za wszelką cenę. Poświęcenie w służbie.
Obrazek
Choć po ręce Miike Takashi oczekiwałem więcej to i tak z przyjemnością obejrzałem film i to w wersji reżyserskiej, gdzie mamy kilka niepotrzebnych, przegadanych scen i ok. 5 minut walki dodanej do finałowej rzeźni w wiosce, gdzie zastawiono zasadzkę.
Czy go polecam – oczywiście. Wszystkim fanom tzw. produkcji samurajskich. Czy uważam obraz za wybitny – absolutnie nie. Nie jest to dla mnie solidne kino pokroju filmów Kobayashiego. Niemniej przypuszczalnie zadowoli każdego, lub większość sympatyków kina tego rodzaju, choćby ze względu na posuchę panującą w tym gatunku oraz specyficzny, hardcorowy klimat, który udało się w filmie wytworzyć.
Obrazek

Tytuł w oryginale: Jûsan-nin no shikaku
reżyseria:Takashi Miike
scenariusz:Takashi Miike, Daisuke Tengan
premiera: 9 września 2010
2010-09-09produkcja:Japonia, Wielka Brytania
czas trwania: 126 min.



jabu,

Zdjęcia: Internet

Obrazek
Wszystkiego nie napiszesz.
O wszystkim możesz tylko pomarzyć.
Szamil Basajew
jabu
Użytkownicy
Użytkownicy
 
Posty: 1
Dołączył(a): 12 mar 2010, o 17:36
Lokalizacja: PŁOCK-WARSZAWA

Powrót do Internet, literatura, prasa, film

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość